PL|
Produkty i usługi
Wybierz stronę
Produkty i usługi O PWPW Nowe technologie Informacje i ogłoszenia Kontakt Newsletter top
Bieżący numer

Szanowni Czytelnicy,


z wielką przyjemnością i satysfakcją prezentuję Państwu kolejne wydanie kwartalnika CZŁOWIEK I DOKUMENTY. 45. numer czasopisma przedstawiamy w zmodyfikowanej szacie graficznej. Niedawno, bo w 2016 roku świętowaliśmy dziesięciolecie naszej działalności publicystycznej. Przez cały ten okres kwartalnik wydawany był w niezmienionej formie. Oczywiście wszystkie wydania miały własny wypracowany przez lata styl, który był przez Państwa uznany i ceniony. Biorąc pod uwagę zmieniające się na przestrzeni ostatnich lat standardy wydawania czasopism popularno-naukowych, jak również uwagi Czytelników przekazywane do redakcji, kolejne numery postanowiliśmy zaprezentować w nowej odsłonie graficznej. Pragnę Państwa zapewnić, że plany i intencje zespołu redakcyjnego pozostają niezmienne. Nadal nadrzędnym celem wydawnictwa jest budowanie społecznej świadomości znaczenia dobrze zabezpieczonych dokumentów dla bezpieczeństwa życia publicznego naszego kraju.

Proponuję Państwu rozpoczęcie lektury czasopisma od problematyki związanej z pieniądzem. Na łamach kwartalnika staramy się odpowiedzieć na pytanie, jak będzie wyglądała waluta przyszłości oraz przedstawiamy rozważania na temat zalet i wad posługiwania się gotówką bądź PIN-em. Wnioskiem wypływającym z artykułów, zawartych w tym wydaniu, jest konstatacja, że rozwój płatności bezgotówkowych będzie postępował, jednak warunkiem prawidłowego funkcjonowania całego systemu finansowego pozwalającego na krążenie pieniądza w gospodarce i dającego każdej jednostce gwarancje prywatności jest utrzymanie w obiegu tradycyjnych środków płatniczych.

Niezwykle istotną kwestią poruszaną na łamach bieżącego numeru są zagadnienia dotyczące procesu wyborczego, a zwłaszcza dążenie do zagwarantowania obiektywności i zwiększenia wiarygodności wyborów poprzez stosowanie zabezpieczeń na kartach do głosowania.

Konsekwentnie polecam Państwu zapoznanie się z naszymi stałymi blokami tematycznymi związanymi z problematyką imigracyjną w Europie, niezwykle interesującymi doświadczeniami eksperta dokumentów oraz przepięknie opisywanymi paszportami świata (tym razem bardzo ciekawie przedstawiony został paszport brytyjski).

Zapraszam oczywiście do przeczytania całości tego wydania. Jestem przekonana, że lektura kwartalnika CZŁOWIEK I DOKUMENTY w nowej odsłonie wizerunkowej będzie dla Państwa nadal miłym i wartościowym merytorycznie doznaniem.

Serdecznie pozdrawiam,

Aleksandra Grynkiewicz
Redaktor Naczelna

 

Spis treści CZŁOWIEK I DOKUMENTY Nr 44 (Kwiecień – Czerwiec 2017)

  1. Od Redakcji  str. 1
  2. Nowości i Wydarzenia - Najlepszy na świecie banknot kolekcjonerski w roku 2017 str. 4
  3. Nowości i Wydarzenia - PWPW na szczycie ASEF w Singapurze str. 6
  4. Wojciech Dobek - Zabezpieczenia kart wyborczych - nowe propozycje str. 8
  5. Konrad Raczkowski - Jak będzie wyglądała waluta przyszłości? str. 12
  6. Piotr Wroński - Orzeł czy PIN? str. 20
  7. Wojciech Nowakowski - Nowe technologie kryptowalutowe i ich ewolucja str. 23
  8. Tadeusz Tomaszewski - Nietypowe podpisy - wyzwanie dla biegłego str. 34
  9. Aldona Chojnowska - Pamiętamy 10.04.2010 str. 48
  10. Krzysztof Izak - Fałszywe dokumenty i prawdziwe problemy str. 50
  11. Tomasz Goliński - Dowód osobisty i karta obywatela - dwa oblicza austriackiej tożsamości str. 64
  12. Monika Krucińska - Wielka Brytania - twórcze Zjednoczone Królestwo str. 74
  13. Grażyna Rafalska - Jak sprzedać jakość i bezpieczeństwo? Promocja PWPW za granicą str. 85
  14. Monika Olbryś-Zegarowska - Schron dla prezydenta Ignacego Mościckiego str. 90
  15. Joanna Gurtowska, Martyna Gosk - Przegląd prasy zagranicznej str. 96 
Dokument i tożsamość jako element dżihadu

Miesiące, które upłynęły od zamachów terrorystycznych w Paryżu (13 listopada 2015 r. i 14 lipca 2016 r.),  Brukseli (22 marca 2016 r.) oraz serii lipcowych ataków w Niemczech, nie spowodowały widocznych zmian w sposobie postrzegania przez władze UE, zagrożenia związanego z przybywającymi do Europy muzułmańskimi imigrantami.

Wyprowadzanie na ulice europejskich miast coraz większej liczby policjantów i żołnierzy nie uchroni obywateli Europy przed kolejnymi atakami, najwyżej przesunie je w czasie. Tymczasem z tygodnia na tydzień, wzrasta liczba nielegalnych imigrantów przybywających do Europy z krajów muzułmańskich, którym pomocy w dotarciu na nasz kontynent udzielają władze poszczególnych państw, instytucje pozarządowe i siły morskie UE operujące na Morzu Śródziemnym.  

Jeśli klasa polityczna wciąż będzie unikać zdefiniowania zagrożenia, to przeciwdziałanie mu będzie niemożliwe. Pozostanie jedynie usuwanie skutków zamachów i likwidowanie kolejnych komórek terrorystycznych cieszących się poparciem lub sympatią społeczności muzułmańskich. Niewątpliwie spowoduje to radykalizację nastrojów społecznych oraz wzrost siły i aktywności organizacji skrajnie prawicowych, antyimigracyjnych. Co przy działaniach tzw. lewicowców, wspierających imigrantów i dopatrujących się w nich źródła potrzebnej Europie – ich zdaniem – „nowej krwi” w celu wprowadzenia zróżnicowania etnicznego i kulturowego wywoła akty wzajemnej agresji i przemocy, które już mają miejsce w Niemczech, Austrii, Szwecji czy we Francji. Mimo tego zagrożenia rząd niemiecki kontynuuje politykę nastawioną na przyjmowanie imigrantów z krajów podwyższonego ryzyka (pod osłoną nocy przyjmowane są na niemieckich lotniskach specjalne transfery przewożąc imigrantów z Turcji i Grecji),  przechodząc od epoki obłędu czystej rasy do szaleństwa pomieszania ras, prowadząc Europę w kierunku kryzysu wartości i tożsamości oraz kulturowego i cywilizacyjnego upadku, którego świadkiem będą kolejne pokolenia, a może już nasze dzieci i wnuki.

Ryc. 1. Strona personalizacyjna fałszywego paszportu terrorysty Ahmada Almohammada
Źródło:
http://freeglobe.parlamentnilisty.cz/Articles/14789-srbska-policie-zadrzela-muze-se-stejnym-pasem-jaky-se-nasel-u-teroristy-v-parizi-foto-.aspx 
(dostęp 24.05.2016).


W przemówieniu transmitowanym na żywo przez telewizję w marcu 2016 r. turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan, który chce uczynić z Turcji drugie Imperium Otomańskie, a siebie chętnie widziałby jako nowego sułtana, podkreślił, że Ankara nie będzie słuchać krytyki z zewnątrz na temat przestrzegania praw1. Wypowiadał się w czasie, gdy w Brukseli trwało spotkanie premiera Turcji Ahmeta Davutoglu z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem i przewodniczącym KE Jean-Claude’em Junckerem. Erdoğan powiedział m.in.: W czasie, gdy Turcja gości trzy miliony migrantów, ci, którzy nie mogą znaleźć miejsca dla garstki uchodźców, i ci, którzy w samym środku Europy przetrzymują tych niewinnych ludzi w haniebnych warunkach, najpierw muszą spojrzeć na siebie. Gdyby UE właściwie i rzetelnie zdefiniowała, kim są tzw. uchodźcy i nie bała się nazwać ich muzułmanami, którzy w Europie skutecznie zawłaszczają naszą przestrzeń, i konsekwentnie piętnowała antyludzki charakter ich religii, traktującej innowierców jako ludzi drugiej kategorii, Erdoğan nie wypowiedziałby tych słów, bowiem gości u siebie właśnie muzułmanów – braci i siostry w wierze. Nie należy również zapominać, iż prezydent Turcji konsekwentnie realizuje idee międzynarodowego ruchu Braci Muzułmanów, których celem jest panowanie islamu nad światem i wywodzi się z niego cały szereg islamskich organizacji terrorystycznych2.

FAŁSZYWE DOKUMENTY – FAŁSZYWA TOŻSAMOŚĆ
W dniu 26 marca 2016 r. specjalny oddział włoskiej policji zatrzymał w Belizzi koło Salerno, na południu kraju, Dżamala ed-Dine Ouali’ego, obywatela Algierii, który był poszukiwany europejskim nakazem aresztowania wydanym przez władze Belgii. Miał on sfabrykować i dostarczyć dżihadystom3  z Bliskiego Wschodu fałszywe dokumenty umożliwiające uzyskanie statusu uchodźcy w UE. Nazwisko Algierczyka znajdowało się w dokumentach znalezionych w październiku 2015 r. podczas przeszukania mieszkania w pobliżu Brukseli. Odkryto tam również dokumenty z fotografiami niektórych terrorystów zaangażowanych w zamachy w Paryżu z 13 listopada 2015 r. i w Brukseli z 22 marca 2016 r. Należy w tym miejscu przypomnieć, iż dwóch z ośmiu terrorystów wjechało do Europy posługując się sfałszowanymi paszportami syryjskimi. Przy zwłokach jednego z nich, Ahmada Almohammada, znaleziono taki właśnie paszport. Innym przykładem jest Szwed syryjskiego pochodzenia, podejrzewany o członkostwo w grupie terrorystycznej, która przygotowywała ataki w Paryżu i Brukseli. Osobą tą jest Osama Krajem, który w 2005 r. wystąpił w propagandowym filmie dokumentalnym pt. BEZ GRANIC – FILM O SPORCIE I INTEGRACJI, przedstawiającym, oczywiście na wyrost, integrację w Malmö przez pryzmat sportu. Krajem, wówczas jedenastoletni chłopiec, opowiadał w nim, jak drużyna piłkarska pomogła mu odnaleźć się w szwedzkim społeczeństwie. Osiem lat później bohater filmu został zatrudniony jako stażysta w dziale zarządzania rady miejskiej Malmö. Niedługo potem zaczął ubierać się w tradycyjny strój muzułmański (długa, luźna szata) i zapuścił brodę. W 2014 r. zniknął bez słowa, a rok później można go było zobaczyć na fotografiach dżihadystów w Syrii. Z powrotem przedostał się do Europy jako uchodźca, posługując się fałszywym syryjskim paszportem. We wrześniu 2015 r. został zarejestrowany na greckiej wyspie Leros. Następnie dotarł do Niemiec, gdzie w Ulm spotkał się z Salahem Abdeslamem, koordynatorem ataków w Paryżu. Osama Krajem został aresztowany 8 kwietnia 2016 r. Wiadomo, że kontaktował się z zamachowcem samobójcą z brukselskiego metra. Miał również przy sobie torbę z ładunkami wybuchowymi. Nie zdetonował ich i nie zostały one odnalezione. Krajem podczas przesłuchania nie ujawnił, co z nimi zrobił. Natomiast wspomniany Abdeslam jesienią 2015 r. przybył do jednego z niemieckich obozów dla uchodźców, skąd przywiózł trzech mężczyzn, którzy z fałszywymi syryjskimi paszportami dotarli do Europy przez grecką wyspę Leros. Dwóch z nich zostało zatrzymanych. Istniała obawa, iż trzeci wciąż mógł ukrywać się w Brukseli i posiadać torbę z ładunkami wybuchowymi, których nie zdetonował Osama Krajem w brukselskim metrze w dniu 22 marca 2016 r.

Fałszywe dokumenty umożliwiają podróż tzw. foreign fighters na front dżihadu oraz powrót z niego do Europy jako dezerterom, weteranom  i potencjalnym terrorystom. Pod koniec 2015 r. Państwo Islamskie wysłało z Iraku do Europy ponad 40 osób, których tożsamość poznały służby specjalne państw UE. Mieli oni odgrywać rolę uśpionych komórek planujących przeprowadzenie zamachów terrorystycznych w Europie w okresie świąteczno-noworocznym. Wiadomo było, że wszystkie te osoby to Irakijczycy w wieku od 20 do 35 lat i że przybyły do Europy ukrywając się w grupach nielegalnych imigrantów. Natomiast tym, co umknęło uwadze poszukujących ich służb, był fakt, iż prawdziwa tożsamość potencjalnych terrorystów niekoniecznie musiała pokrywać się z danymi personalnymi figurującymi w ich dokumentach, o ile w ogóle takie posiadali.
 
W 2015 r. Państwo Islamskie opublikowało w Internecie dwa przewodniki dla dżihadystów. Pierwszy, pt. HIJRAH TO THE ISLAMIC STATE, zawiera szczegółowe informacje na temat bezpiecznej podróży do Syrii i Iraku, natomiast drugi, HOW TO SURVIVE IN THE WEST. A MUJAHID GUIDE, jest szczegółowym materiałem instruktażowym dla potencjalnych bojowników, co podkreślają tytuły kolejnych rozdziałów: 1. Ukrywanie ekstremistycznej tożsamości; 2. Naruszenie lojalności; 3. Zarabianie pieniędzy; 4. Prywatność internetowa; 5. Szkolenie; 6. Prymitywna broń; 7. Broń nowoczesna; 8. Produkowanie bomb w domu; 9. Transport broni; 10. Co dzieje się, gdy jesteś szpiegowany i zostajesz napadnięty; 11. Zaczyna się dżihad; 12. Ucieczka w celu znalezienia bezpieczeństwa. Materiał ten przygotowuje „prawdziwych” muzułmanów do wojny w sercu Europy. Walka zbrojna zastąpić ma działalność misyjną (dawa) określaną mianem dżihadu języka lub zaproszeniem do islamu, która mimo olbrzymich nakładów pracy nad ukazaniem, jak dobrymi obywatelami w społeczeństwie europejskim są muzułmanie, ponosi sromotną porażkę. Według autorów przewodnika niewierni przywódcy w państwach zachodnich kłamią w mediach i nazywają wszystkich muzułmanów terrorystami , choć muzułmanie temu zaprzeczają, chcąc być pokojowo nastawionymi obywatelami. Jednak społeczności europejskie osaczyły – zdaniem autorów – muzułmanów i zmusiły ich do radykalizacji5, co będzie przyczyną porażki Zachodu i powodem podboju Rzymu.

Ryc. 2. Strona tytułowa WYTYCZNYCH W SPRAWIE BEZPIECZEŃSTWA I OCHRONY DLA MUDŻAHEDINÓW SAMOTNYCH WILKÓW
Źródło:
http://www.critical-link.co.uk/#!Operation-Temperer-The-plan-to-deploy-military-personnel-to-support-Police-in-the-event-of-multiple-terrorists-attacks-and-to-guard-critical-infrastructure-targets/c6ke/55b786520cf228fd5ebac119
(dostęp 24.05.2016).


W ostatnich dwóch akapitach umieszczonych we wstępie można przeczytać: Niniejsza książka to przewodnik dla muzułmanów, którzy mieszkają na terenie w większości niemuzułmańskim lub w państwie, gdzie rządzący są surowi wobec wiernych. Niniejszy przewodnik wyjaśni wam różne scenariusze sytuacji, w których możecie się znaleźć oraz sposób reakcji. Nauczy was jak być tajnym agentem, który prowadzi podwójne życie, co muzułmanin będzie musiał zrobić, aby przetrwać w nadchodzących latach. Autor tej książki przez ponad 10 lat badał globalny dżihad, więc ma wiedzę na temat różnych typów grup dżihadu na świecie oraz tego, w jaki sposób te grupy doznały porażek i osiągnęły sukcesy. Mam nadzieję, że odniesiesz korzyści z tej książki i pamiętaj, że poza Allahem nie ma mocy ani schronienia, więc proś go, bo będziesz ich potrzebował. Z rozdziału pierwszego dowiadujemy się o konieczności zachowania w tajemnicy prawdziwej tożsamości, jej zmiany i posługiwania się pseudonimem. Na początku stycznia 2016 r. ukazał się w Internecie podręcznik Państwa Islamskiego dla „samotnych wilków”, również w języku angielskim, żeby niemówiący po arabsku bracia mogli go stosować w swoich błogosławionych operacjach, zatytułowany SAFETY AND SECURITY GUIDELINES FOR LONE WOLF MUJAHIDEN (WYTYCZNE W SPRAWIE BEZPIECZEŃSTWA I OCHRONY DLA MUDŻAHEDINÓW SAMOTNYCH WILKÓW). 58-stronicowa stronicowa instrukcja terroryzmu, która na okładce pokazuje płonące wieżowce, zbudowane w stylu zachodnim, opisuje m.in. jak ważny jest element zaskoczenia w chwili zamachu i w jaki sposób można osiągnąć maksymalny efekt. Wyjaśnia, że kluby nocne, pełne głośnej muzyki i pijanych ludzi, to idealne miejsce na omówienie planów terrorystycznych bez zwracania uwagi i bycia zauważonym. Ideą podręcznika jest wskazanie, że koniecznością jest wkomponowanie się w zachodni styl życia i niewyglądanie na muzułmanina, aby pozostać poza zainteresowaniem zachodnich służb bezpieczeństwa. Czytamy: Nie ulega wątpliwości, że dzisiaj, w dobie samotnych wilków, bracia z Zachodu, trzeba wiedzieć kilka ważnych rzeczy na temat bezpieczeństwa w celu zapewnienia sukcesu w działaniach. Mamy nadzieję, że wielu niemówiących po arabsku braci uzna ten podręcznik za interesujący i będzie go stosować do swoich operacji. Autor kładzie duży nacisk na wtapianie się żyjących na zachodzie dżihadystów w tłum. Mają oni między innymi golić brodę, integrować się i udawać chrześcijan. Przydatne w tym ostatnim jest noszenie niewielkich krzyżyków. Powinni także stronić od muzułmańskich, bezalkoholowych perfum, a nawet od arabskiego jedzenia. To może bowiem stanowić trop dla wrogich służb specjalnych. Ubierać się mają na sposób zachodni i używać niereligijnych pozdrowień, z wykluczeniem na przykład zwrotu salam alejkum. Jednocześnie niezalecane są zbyt częste zmiany zachowania, gdyż także one mogą wzbudzać podejrzenia. Specjalne ostrzeżenia kierowane są pod adresem liderów, którzy założyli nowe komórki terrorystów. Po dokonaniu dzieła powinni oni udać się na front lub zakończyć życie w samobójczym zamachu. Dzięki temu zminimalizują ryzyko przedostania się informacji w niepowołane ręce.

Ryc. 3. Wypełnione formularze zgłoszeniowe do Państwa Islamskiego
Źródło:
http://www.telegraph.co.uk/news/uknews/terrorism-in-the-uk/12189582/Isil-leak-of-1736-top-secret-documents-names-16-British-terrorists.html 
(dostęp 24.05.2016).


O ile fałszywe dokumenty i zmiana tożsamości dżihadystów stanowią poważny problem dla służb specjalnych, to dokumenty wytwarzane przez Państwo Islamskie są doskonałym źródłem identyfikacji ekstremistów. Na początku marca 2016 r. stacja Sky News „otrzymała” od bliżej nieznanego mężczyzny, podającego się za Abu Hameda, kartę pamięci zawierającą dane 22 tysięcy dżihadystów z Państwa Islamskiego. Abu Hamed należał najpierw do Wolnej Armii Syryjskiej, a następnie wstąpił do Państwa Islamskiego. Kartę ukradł on szefowi osławionej służby wywiadu i bezpieczeństwa organizacji, Abu Lukmanowi as-Suriemu. Z łupem tym zbiegł następnie do Turcji. Karta pamięci zawiera formularze zgłoszeniowe z 23 pytaniami. Poza imieniem i nazwiskiem kandydaci wpisywali tam m.in. swoje numery telefonów, a także informacje o własnej rodzinie, posiadanym wykształceniu i doświadczeniu bojowym oraz o zakresie swej wiedzy na temat szariatu. Podawali również, kto rekomendował ich do Państwa Islamskiego. W formularzu można było także zadeklarować gotowość wzięcia udziału w szkoleniu na zamachowca samobójcę. Według Sky News niektóre z ujawnionych nazwisk były już wcześniej dobrze znane, ale nowe dokumenty mogą pomóc w zidentyfikowaniu ekstremistów, o których działalności władze ich krajów dotąd nie wiedziały. Formularze wypełnili ochotnicy z 51 państw, w tym Wielkiej Brytanii, kilku krajów Europy Północnej, USA, Kanady oraz państw Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. O przecieku tajnych danych personalnych Państwa Islamskiego poinformował SÜDDEUTSCHE ZEITUNG twierdząc, że wraz z niemieckimi regionalnymi telewizjami publicznymi NDR i WDR uzyskał wgląd w kilkadziesiąt formularzy z danymi na temat dżihadystów niemieckich. Formularze wypełniano przy wjeździe na opanowane przez IS tereny Syrii. Przedstawiciele niemieckich służb poinformowali, że pozyskane dokumenty dotyczą również znanych im obywateli Niemiec, którzy nie zostali osądzeni, ponieważ brak było dowodów na temat ich udziału w Państwie Islamskim. Od wybuchu wojny domowej w Syrii z Niemiec w rejon walk wyjechało ponad 800 radykałów. Około 130 z nich zginęło w walkach. Jedna trzecia powróciła do kraju. 70 osób zdobyło doświadczenia wojenne6.

Porozumienie Unii Europejskiej i Turcji z 18 marca 2016 r. dotyczące odsyłania z greckich wysp imigrantów, którym udało się tam dotrzeć nielegalnie przez Morze Egejskie spowodowało wyraźne ograniczenie liczby ludzi przerzucanych z wybrzeża Turcji. Przemytnicy zamieścili na FACEBOOKU nową ofertę, zachwalając swoje usługi. Proponowali m.in. miejsce na statku płynącym z tureckiego portu Mersin do Włoch. Koszt transportu to 4 tys. USD od osoby, czyli cztery razy drożej niż tradycyjnym, dotychczasowym szlakiem przez Morze Egejskie na pobliskie wyspy należące do Grecji. Jedna z ofert była bardzo konkretna: Rejs jest w sobotę, z Mersin do Włoch, na statku handlowym długości 110 metrów, zaopatrzonym w jedzenie, wodę, kamizelki ratunkowe i lekarstwa. Inne oferty dotyczyły rejsu z Antalyi. Wszystkie mieściły się cenowo w granicach od 3 do 5 tys. USD. Numery telefonów komórkowych przemytników zamieszczone są na stronach społecznościowych. Można zatelefonować i „zarezerwować rejs”. Organizatorzy procederu, którzy nie dysponują własnymi statkami, przekupują załogi i lokują imigrantów pod pokładem jako pasażerów na gapę. Znaczące przymknięcie bram szlaku przerzutu ludzi do Grecji (zamiast od kilkuset do dwóch tysięcy imigrantów dziennie, w kwietniu i maju 2016 r. liczba imigrantów przybywających do Grecji została ograniczona od kilkudziesięciu do ok. 200, ale w czerwcu przybyło ich 1450 a w lipcu ponad 2000) spowodowało nie tylko wzrost kosztów tego procederu, ponieważ wydłużyło trasy, a przede wszystkim wywołało popyt na europejskie dokumenty umożliwiające wjazd do UE. Ponadto zamknięcie szlaku bałkańskiego uwięziło wielu imigrantów w pułapce na terenie Grecji. Dotyczy to zwłaszcza obywateli Afganistanu, których w 2015 r. dotarło do Europy ponad 250 tys. Poza Niemcami i krajami skandynawskimi nie mają oni większych szans na pozytywne przejście procedury uchodźczej. Stąd popyt na fałszywe syryjskie paszporty, które dają pewność uzyskania statusu uchodźcy. W 2015 r. utworzony został na FACEBOOKU arabskojęzyczny profil AZYL W NIEMCZECH, na którym znalazła się oferta sprzedaży syryjskich paszportów oraz informacje na temat miejsc, gdzie służby graniczne nie pobierają odcisków palców. Paszport można otrzymać przesyłką za pośrednictwem kuriera. Podano także turecki numer telefonu, na który należy złożyć zamówienie. O dokument wystąpiło wiele osób przebywających w obozach dla uchodźców rozmieszczonych w południowej Turcji. Na tym samym profilu dostępny jest również cennik innych fałszywych dokumentów, w tym świadectw, zaświadczeń i legitymacji, oraz instruktaż, jak zachować się podczas przesłuchania przez służby imigracyjne, aby pozytywnie przejść przez procedurę azylową. Jednak w ostatnich miesiącach Afgańczycy legitymujący się syryjskimi paszportami coraz częściej nie przechodzą weryfikacji z prozaicznego powodu. Otóż służby w niektórych państwach podczas kontroli przeprowadzają wywiady z domniemanymi Syryjczykami, którzy – jak się okazuje – w ogóle nie mówią po arabsku, a jeśli już, to nie potrafią odpowiedzieć na proste pytania dotyczące „ich” kraju. Ci, którzy posiadają pieniądze, za 10 tys. euro mogą w Grecji kupić pakiet dla jednej osoby zawierający fałszywy paszport, pozwolenie na pobyt w Grecji i bilety lotnicze. Potencjalnym klientom umożliwia to bezproblemowe przedostanie się do Niemiec, Szwecji lub Wielkiej Brytanii. Według gazety DAILY MAIL, której informacji udzielił jeden z przemytników, w procederze tym biorą udział setki osób przebywających na greckich wyspach7.

Ryc. 4 .Cennik fałszywych syryjskich dokumentów
Źródło:
http://krajwspanialy.pl/falszywe-paszporty-imigranta-facebook/ 
(dostęp. 24.05.2016).


Dla Afgańczyków pozostających jeszcze w ojczyźnie istnieje „specjalna” oferta podróży do Europy okrężną drogą. Agenci z biur turystycznych już mówią o potencjalnych kierunkach. Wzrasta zapotrzebowanie na loty do Indii, Indonezji, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Afgańczycy, którzy dotrą do tych krajów, ubiegają się o status uchodźcy w biurach ONZ i liczą na korzystną relokację. Są i tacy, którzy mają nadzieję, że do Europy dotrą przez Rosję, Ukrainę, a nawet Białoruś i kupują przeloty do naszych wschodnich sąsiadów. Na zmiany błyskawicznie zareagował czarny rynek. W Kabulu pojawili się handlarze dokumentami – za „wizę Schengen” trzeba zapłacić 15–25 tys. dol. Według osób pośredniczących w organizowaniu tych dokumentów, pochodzą one wprost z europejskich ambasad, gdzie są wydawane przez urzędników w zamian za łapówki. Ta opcja jest jednak dostępna tylko dla wybrańców, bo nawet przy założeniu, że dana rodzina wyprzeda cały swój dobytek, nie będzie w stanie kupić tak drogich wiz. Bez wątpienia najbardziej nietypowym kierunkiem podróży, który obierają mieszkańcy Afganistanu, jest Kuba. Od lutego 2016 r. rośnie liczba wniosków o wizy, bowiem wyspa ta jest traktowana jako przystanek w drodze do Stanów Zjednoczonych lub Kanady (przez Meksyk). Niektórzy wybierają kraje Ameryki Południowej, z której także chcą ruszyć na północ. Cały proces nie jest prosty, bo jeśli na przykład rodzina zdobędzie wizy do Ekwadoru, do którego nie da się dolecieć z Afganistanu, musi jeszcze zorganizować sobie pozwolenia na cały tranzyt. Wówczas przykładowy szlak lotniczy potrafi wieść z Afganistanu przez Pakistan, gdzie trzeba zdobyć wizę tranzytową do Brazylii, skąd dopiero można lecieć do Ekwadoru. A to przecież nie koniec podróży, bo dopiero stamtąd rozpoczynają się próby przedostania się do Ameryki Północnej8.
 
Z przedstawionych wyżej informacji, wynika, że nie wszyscy imigranci z krajów muzułmańskich chcą osiedlić się w Europie. Dla niektórych (przykład Afgańczyków) kierunkiem może być Ameryka Łacińska, ale i tak ostatecznym celem są Stany Zjednoczone lub Kanada. Z drugiej strony nie wszystkich można posądzać o złe zamiary zbudowane na fundamencie idei dominacji islamu nad światem. Przykładem są ci, którzy za pieniądze są skłonni wrócić do ojczystego kraju. W 2015 r. Niemcy „deportowały” ok. 21 tys. osób, których wnioski o azyl zostały odrzucone. To kropla w morzu, jeżeli liczyć, że zobowiązanych do opuszczenia Niemiec jest obecnie 200 tys. imigrantów. Część z nich wyjedzie zapewne dobrowolnie, skuszona korzyściami materialnymi. Uczyniło to w 2015 r. ponad 37 tys. przybyszów, głównie z państw bałkańskich. Dostali nie tylko bilety w jedną stronę, ale także co najmniej kilkaset euro na wynajęcie mieszkania, a w uzasadnionych przypadkach nawet 3 tys. euro na uruchomienie własnego biznesu. Jest to suma równa dziewięciomiesięcznym średnim dochodom w Kosowie czy Bośni i Hercegowinie. W stosunku do imigrantów z innych krajów obowiązują odmienne zasady. Generalnie każdy wracający do swego kraju dorosły imigrant może liczyć na 200 euro plus bilet czy też 250 euro na benzynę, jeżeli wraca własnym samochodem. Na dzieci do 12 lat przypada premia 100 euro. Ale są też specjalne programy, które czynią z biednych imigrantów ludzi bogatych w kraju pochodzenia. Na przykład 21-letni Lauand Sadek w grudniu 2015 r. dał się skusić na powrót do rodzinnego Irbilu w irackim Kurdystanie za cenę biletu lotniczego, tysiąca euro do ręki i obietnicy pomocy w uruchomieniu własnego sklepu spożywczego. W sumie miał otrzymać 6 tys. euro. Wszystko to opowiedział dziennikarzom WASHINGTON POST, będąc już w Irbilu. Jednak takie postępowanie sprawia, iż wielu imigrantów przybywa do Niemiec, licząc wyłącznie na tego rodzaju korzyści materialne9. Ponadto nie ma żadnej pewności, że ci, którzy wrócili do kraju pochodzenia, nie zechcą znowu wyruszyć do Europy, skoro tu dostają pieniądze „za powrót”. Osoby, które uzyskują prawo do pobytu w danym kraju, otrzymują opiekę socjalną i zasiłki. Część muzułmanów traktuje wypłacane im w państwach Unii Europejskiej zasiłki pieniężne jako należny im podatek pogłówny (dżizja) płacony w czasach kalifatu przez zimmich (chrześcijan i żydów zamieszkujących ziemie znajdujące się pod kontrolą islamu).

Ryc. 5 Paszport turecki
Źródło:
http://www.wykop.pl/link/3159427/zobacz-jak-latwo-uchodzcy-kupia-falszywe-paszporty/ 
(dostęp 24.05.2016).


Z drugiej strony zbliża się nowe niebezpieczeństwo związane ze zniesieniem wiz dla obywateli Turcji. Procedura ta miała  nastąpić już od 1 lipca br., jednak . została oddalona w czasie, ponieważ Turcja nie zdoła spełnić warunków, od których UE uzależniała zawieszenie ruchu wizowego z Ankarą. Powodem   był impas, w jakim pogrążyły się prowadzone od 2013 r. turecko-unijne negocjacje. Pierwotnie zakładano, że rozmowy zakończą się do lipca br. Głównym punktem spornym okazała się turecka ustawa antyterrorystyczna, która zdaniem obrońców praw człowieka jest na tyle szeroka, że daje władzom pretekst do ścigania dysydentów politycznych i dziennikarzy. Turcja zapowiedziała, że nie zmieni ustawy pod naciskiem UE, tym bardziej, że zmaga się z poważnym zagrożeniem ze strony terrorystów. W ocenie Komisji Europejskiej Turcja spełniła większość z 72 kryteriów zniesienia wiz; pozostało jedynie pięć, w tym postulowana przez UE zmiana ustawy antyterrorystycznej. Ankara uważa, że spełniła wszystkie wymagania10. Bez dopełnienia pozostałych warunków UE nie zniesie wiz, co obiecała w ramach obowiązującej od 20 marca umowy o odsyłaniu do Turcji nielegalnie przybywających do Unii migrantów. W dniu 20 maja br. szefowie MSZ państw UE wypracowali porozumienie, które umożliwi Unii szybsze i łatwiejsze zawieszanie ruchu bezwizowego z państwem trzecim w przypadku nadużyć albo ze względów bezpieczeństwa. To skutek obaw niektórych państw unijnych przed planowanym zniesieniem wiz dla obywateli Turcji, Kosowa oraz Ukrainy i Gruzji, zamieszkanych łącznie przez około 125 mln ludzi11. Jednak nieudany pucz wojskowy w Turcji 15 lipca 2016 r. całkowicie zmienił sytuację. Zawieszono prawa człowieka, tysiące ludzi znalazło się w więzieniach, dziesiątki tysięcy straciło pracę,  zapowiedziano wprowadzenie kary śmierci i zagrożono  otwarciem szlaków dla imigrantów, jeśli najpóźniej w październiku UE nie zniesie wiz dla Turków, co w kontekście obecnej rzeczywistości w Turcji wydaje się nierealne.

Niezależnie od tego, czy i kiedy zniesione zostaną wizy dla posiadaczy tureckich paszportów, obok przyjeżdżających dotąd imigrantów legitymujących się fałszywymi paszportami syryjskimi pojawiają  się tacy, którzy posługują  się  fałszywymi paszportami tureckimi. Na czarnym rynku w Stambule można je kupić już za 200 euro, co i tak podobno stanowi nieco wygórowaną cenę ze względu na nadpodaż tych dokumentów. Istnieje też prawdopodobieństwo, że prezydent Turcji, chcąc uchodzić za jeszcze bardziej bezkompromisowego i twardego polityka, odpornego na naciski UE, i tym samym zyskać poparcie coraz większej części społeczeństwa dla swych autorytarnych rządów, wykorzysta odsunięcie w czasie zniesienia wiz dla obywateli Turcji do zawieszenia lub wycofania się z umowy zawartej w marcu z UE przez byłego już premiera Ahmeta Davutoğlu. Groziłoby to Europie nową falą imigracyjną, być może jeszcze większą niż ta, która miała miejsce w 2015 r. Tak czy inaczej, obie opcje – Turcy lub Syryjczycy (a właściwie ci, którzy posługują się tu tureckimi i syryjskimi paszportami) – stawiają UE na przegranej pozycji, a wszystko przez doprowadzone do absurdu prawa człowieka, polityczną poprawność, utopijną ideologię multikulturalizmu i krótkowzroczną, bezrefleksyjną politykę.

Ryc. 6. Tarek Belgacem
Źródło:
http://www.leparisien.fr/espace-premium/actu/l-etrange-portrait-de-l-assaillant-du-commissariat-de-la-goutte-d-or-11-01-2016-5438287.php#xtref=https%3A%2F%2Fwww.google.pl 
(dostęp 24.05.2016).


Tymczasem procedury rejestrowania uchodźców wciąż nie funkcjonują w sposób prawidłowy. Wielu migrantów rejestruje się więc pod różnymi nazwiskami i otrzymuje kilka dokumentów, dzięki którym mogą wyłudzać pomoc socjalną i niezauważenie przemieszczać się po Europie. Mężczyzna, który 7 stycznia 2016 r. zginął w Paryżu w wyniku operacji antyterrorystycznej policji, miał wiele nazwisk. We Francji nazywał się Hale Mohammed i pochodził rzekomo z Iraku. W Szwecji był Gruzinem o nazwisku Nika Khenchiashvili. W Luksemburgu znany był jako Mohammed Salah z Maroka. W Niemczech zaś jako Walid Salihi z Syrii lub Walid Esalihi z Maroka. Z kolei zamachowiec, który mieszkał w schronisku dla uchodźców w Recklinghausen w Nadrenii Północnej-Westfalii, podał w sumie dwadzieścia różnych tożsamości i sześć narodowości. W rzeczywistości nazywał się Tarek Belgacem, urodzony 28 marca 1991 roku w Ouled Chamekh w Tunezji. W styczniu 2016 r. zaatakował za pomocą topora i atrapy bomby komisariat policji w paryskiej dzielnicy Goutte-d’Or, krzycząc: Allahu akbar!. Został zastrzelony przez funkcjonariuszy. Belgacem bez trudu oszukiwał władze w całej Europie, podając fałszywą tożsamość i wykorzystywał do celów przestępczych słabe punkty w systemie azylowym. Nie mając szans na uzyskanie pozwolenia pozostania w Europie, przez pięć lat poruszał się swobodnie po krajach Unii Europejskiej i popełniał czyny karalne. Było to możliwe, ponieważ system rejestrowania uchodźców i wymiany informacji do dziś nie działa tak jak powinien, nawet w obrębie samych Niemiec. Postępowania wciąż toczą się niezależnie od siebie, z powodów technicznych i prawnych, władze często nie są w stanie wymieniać się nawet najważniejszymi informacjami, a ponieważ poszczególne niemieckie landy pracują na zróżnicowanych systemach, imigranci mogą rejestrować się w wielu schroniskach pod innymi nazwiskami, wyrabiać sobie dokumenty z różną tożsamością i wielokrotnie pobierać pomoc finansową. Federalny Urząd do spraw Migracji i Uchodźców (Bundesamt für Migration und Flüchtlinge – BAMF) zamierza wprawdzie w ciągu bieżącego roku wprowadzić jednolite postępowanie i centralny bank danych, słabe punkty jednak pozostaną. W przypadku Belgacema pracownicy policji mieli okazję prześledzić rejestracyjny chaos od 31 stycznia 2011 roku. Tego dnia Tunezyjczyk złożył w Timişoarze w Rumunii wniosek o azyl. Zanim urzędnicy rozstrzygnęli sprawę, pojechał dalej, do Austrii, gdzie 8 kwietnia 2011 roku złożył podobny wniosek – tym razem jako Mohammad Ben Kalifa z Zuwary w Libii. Austriacy pobrali jego odciski palców i stwierdzili, że zarejestrował się już w Rumunii, odesłali go więc z powrotem do tego kraju. Tam jego wniosek o azyl został odrzucony i w lipcu 2011 mężczyznę wydalono do Tunezji. Trzy miesiące później, w październiku 2011 roku, Belgacem przybył statkiem do Trapani na Sycylii. W 2013 roku wyjechał do Szwecji, skąd został odesłany z powrotem do Włoch, a stamtąd przedostał się do Francji. W lipcu 2013 roku dokonał podobno napadu rabunkowego w Sainte-Maxime we Francji, a trzy miesiące później w Luksemburgu. Nie został jednak aresztowany i 10 grudnia 2013 roku pojechał do Niemiec. Policjanci zatrzymali go na dworcu głównym w Akwizgranie. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Niemieccy urzędnicy pobrali mu odciski palców i zaczęli przeszukiwać europejski bank danych o uchodźcach EURODAC, który od 2011 roku gromadzi ślady daktyloskopijne. Aby jednak chronić dane osoby ubiegającej się o azyl, system nie podaje nazwisk, lecz jedynie płeć i datę wjazdu do kraju unijnego (sic!). Policjanci wykryli więc tylko, że mężczyzna, który podaje, że nazywa się Salihi, został już zarejestrowany w Rumunii, Austrii, Szwecji i we Włoszech. Nic ponadto. Nie mogli dowiedzieć się, że w Rumunii odmówiono mu azylu i wydalono go do kraju pochodzenia. Nie wiedzieli też, że zarzuca się mu popełnienie poważnych przestępstw we Francji i w Luksemburgu. Aby uzyskać te informacje, musieliby mozolnie prosić urzędników w poszczególnych krajach o pomoc prawną. Tak więc Tarek Belgacem mógł pozostać w Niemczech i na nowo złożyć wniosek o azyl. Niemieccy urzędnicy sprawdzali w Rumunii czy Esalihi, jak się on teraz nazywał, ubiegał się tam o azyl. Na zwykłej drodze prawnej na odpowiedź czeka się wiele tygodni, a nawet miesięcy. W tym przypadku jednak Niemcy nie dowiedzieli się niczego, ponieważ od czasu deportacji w 2011 roku sprawa ta została uznana za załatwioną. Bukareszt sądził, że Esalihi alias Salihi alias Belgacem przebywa obecnie w Tunezji. On jednak mieszkał w Recklinghausen i znowu zwrócił na siebie uwagę władz. Policja podejrzewała go o dokonanie dwudziestu przestępstw, takich jak ciężkie uszkodzenie ciała, handel narkotykami, podróżowanie bez biletu, kradzieże ze sklepów, znieważenie, stosowanie gróźb. Dnia 9 lutego 2014 roku podobno obmacywał kobiety w dyskotece w Kolonii. Nigdy nie został zatrzymany, ale prokuratura prowadziła przeciwko niemu śledztwo. W marcu 2015 roku Belgacem umknął jednak niemieckim władzom, próbując jako Gruzin uzyskać azyl w Szwecji. Pozostał tam przez cztery miesiące, zanim Szwedzi nie zorientowali się, że taki wniosek złożył już w Niemczech i nie odesłali go do tego kraju. Tu trafił na kilka tygodni do więzienia. Po odzyskaniu wolności pozostał w Niemczech, potem zaś zdecydował się dokonać zamachu w Paryżu.

Ryc. 7. Niemiecka karta pobytu obcokrajowca
Źródło:
http://deutsch-online.ru/dop_mat/articles/article_83
(dostęp 24.05.2016).


W Niemczech osobom starającym się o azyl bardzo łatwo jest uzyskać różne tożsamości, o czym świadczy kolejny przypadek. Dnia 19 stycznia, dwa tygodnie po śmierci Belgacema, czterystu policjantów wkroczyło do dwóch schronisk dla uchodźców w Ahlen w Westfalii, ponieważ te spokojne dotychczas miejsca zaczęły nagle zgłaszać przypadki poważnych naruszeń prawa: bijatyk, kradzieży, ekscesów alkoholowych. Krótko przedtem wprowadziło się tam 230 imigrantów z Afryki Północnej, głównie młodych mężczyzn. Większość z nowoprzybyłych po kilku dniach zniknęła, a ich miejsce pobytu jest nieznane. Następnie zaś pojawiło się kolejnych 138 imigrantów, z których 66 przedłożyło dokumenty z innymi nazwiskami niż te znalezione przez policję w kartotece zawierającej odciski palców. W przypadku czterech przeszukanych osób znaleziono również dokumenty wystawione na co najmniej dwa różne nazwiska. Dokumenty te służą ubiegającym się o azyl w Niemczech jako zastępczy dowód osobisty. Zaświadczenia o zgłoszeniu się jako osoba wnioskująca o azyl z reguły wystawiane są w trakcie wstępnej rejestracji. Jest to kartka papieru ze zdjęciem i podanym nazwiskiem oraz krajem pochodzenia. To rozwiązanie przejściowe, do czasu aż w BAMF będzie mógł zostać złożony formalny wniosek o azyl, co trwa w tej chwili nawet kilka miesięcy. W Nadrenii Północnej-Westfalii podanie wymyślonego nazwiska jest niemal pozbawione ryzyka. Podczas wstępnej rejestracji w schroniskach dla uchodźców nie są bowiem pobierane odciski palców, które dałoby się sprawdzić w bazie danych. Można zatem podać wymyśloną tożsamość, a następnie udać się do innego schroniska i wyrobić dokument na inne nazwisko. Wiele osób starających się o azyl za pomocą kilku dokumentów wielokrotnie wyłudziło miesięczne kieszonkowe w wysokości 140 euro. Niektóre niemieckie landy podczas wstępnej rejestracji pobierają wprawdzie odciski palców, ale posługują się różnymi programami komputerowymi, które nie dają możliwości wymieniania się informacjami. Urzędnicy przeprowadzający wstępną rejestrację w poszczególnych landach nie mogą też porównać własnych danych ze zbiorem odcisków palców Federalnej Policji Kryminalnej czy EURODAC. Istniejące grupy przestępcze wykorzystują dziurawy system do własnych celów, a chodzi im nie o azyl w Niemczech, lecz o szybkie pieniądze. Policjanci w Stuttgarcie zatrzymali 21 podejrzanych, którzy, podobnie jak w Kolonii, podczas ostatniej nocy sylwestrowej obmacywali i okradali kobiety. Ukradli około trzydziestu telefonów komórkowych. Większość sprawców pochodzi z Afryki Północnej, Jeden z nich, Algierczyk, w schronisku dla uchodźców w Ellwangen sprzedał wiele z tych skradzionych komórek. Mężczyzna pięciokrotnie rejestrował się w różnych miejscach jako osoba ubiegająca się o azyl, za każdym razem podając inne nazwisko. Z kolei celem akcji policyjnej w Ellwangen było ustalenie tożsamości sześćdziesięciu mężczyzn, którzy stale sprawiali tam problemy. Wielu z nich nie zgadzało się na pobranie odcisków palców ani na badania lekarskie. Kiedy pojawili się funkcjonariusze, jednej trzeciej tych osób nie można było znaleźć. Dwudziestu zostało przeszukanych. W przypadku siedmiu mężczyzn policjanci odkryli, że posługują się oni wieloma tożsamościami, pięciu złożyło już wnioski o azyl w innych krajach Unii Europejskiej.
 
U niektórych samotnie przyjeżdżających do Niemiec mieszkańców Afryki Północnej obserwuje się duże skłonności przestępcze. Grupa śledcza „Silvester” ustaliła, że część tych mężczyzn podróżuje po Niemczech specjalnie po to, by wielokrotnie pobierać kieszonkowe lub wyruszać z kolejnych schronisk na bandyckie wyprawy. W grudniu 2015 r. niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maizière zaprezentował projekt jednolitego dokumentu – dowodu przybycia, który ma zastąpić zróżnicowane systemy rejestracji i dotychczasowe zaświadczenia. Podczas wystawiania nowych dokumentów odciski palców i zdjęcia paszportowe będą gromadzone w centralnej kartotece Federalnego Urzędu do spraw Migracji i Uchodźców. Z tego banku danych będą mogły korzystać w przyszłości władze federalne, urzędnicy landów i gmin, by zapobiec podwójnemu rejestrowaniu się i nadużyciom. Nowy system testowany był w Berlinie, Heidelbergu, Herford, Zirndorf i Bielefeld, z pozytywnym rezultatem12.
 
W całych Niemczech ma powstać około 1500 ośrodków rejestracyjnych wyposażonych w skanery linii papilarnych, kamery i urządzenia do kontroli paszportów. Federalny Urząd do spraw Migracji i Uchodźców zapewniał, że cały sprzęt zostanie dostarczony do końca czerwca 2016 r. Część ekspertów z poszczególnych landów nie wierzy jednak ani w to, że uda się to zrobić w tak krótkim czasie, ani w zapewnienia BAMF, iż rejestracja jednego uchodźcy zajmie jedynie dziesięć minut. Praktycy uważają, że bardziej realne jest pół godziny. W nowym systemie konieczna będzie bowiem fotografia twarzy oraz około trzynastu zdjęć odcisków palców na jednego uchodźcę: dziesięć palców po kolei, skany czterech palców obu dłoni plus oba kciuki razem. Ponadto nazwiska będą musiały zostać zapisane jednolicie, nie obejdzie się więc bez pomocy tłumacza, a ośrodki przyjmujące imigrantów mają do czynienia z wieloma różnymi językami. Nawet jeśli niemiecki system rejestracyjny niedługo zacznie działać, pozostaną jeszcze problemy z EURODAC. Trzeba bowiem pilnie rozwiązać kwestie wymiany informacji w Europie, a przede wszystkim zdecydowanie i natychmiastowo usunąć absurdalny zakaz (patrz: prawa człowieka) umieszczania nazwisk i informacji o sytuacji prawnej w banku danych, bądź ustalić odpowiednie regulacje w tej dziedzinie odpowiadające obecnej sytuacji. Bezpieczeństwo obywateli krajów przyjmujących imigrantów z państw muzułmańskich powinno być ważniejsze od formalnych praw człowieka, których muzułmanie nie uznają albo w sposób zdecydowany i bezkompromisowy używają ich do własnych celów, aby zapewnić dominację wyznawanej przez siebie religii.

EUROPA DAR AL-HARB

Ryc. 8. Przyszłe prowincje kalifatu (Państwa Islamskiego)
Źródło:
https://patricforyoh.wordpress.com/the-jihadists-terrorists-of-the-islamic-state-of-iraq-and-al-sham-isis-now-trying-to-rebrand-as-simply-the-islamic-state/ 
(dostęp 24.05.2016).


Europa dla muzułmańskich radykałów stanowi terytorium wojny (dar al-harb), dżihadu języka i miecza, nieustannej walki toczonej dopóty, dopóki nie zostanie narzucony jej szariat. Już teraz Państwo Islamskie snuje plany odzyskania Półwyspu Iberyjskiego, czyli arabsko-berberyjskiej Andaluzji oraz Bałkanów z Węgrami, Austrią i Słowacją jako prowincji Orobra, z którą graniczyłaby Polska. To tylko na początek, bo w dalszej perspektywie cała część Europy zaznaczona na ryc. 8 kolorem białym powinna być zmieniona na czarny.
 
Na początku kwietnia 2016 r. Federalny Urząd Kryminalny (Bundeskriminalamt – BKA) poinformował, że w Niemczech przebywa wciąż 400 tys. niezarejestrowanych imigrantów, spośród których wielu unika kontaktu z urzędami, obawiając się odrzucenia wniosku o azyl. Wielu imigrantów z krajów bałkańskich i Maghrebu weszło w konflikt z prawem, natomiast Syryjczycy, Irakijczycy i Afgańczycy nie wyróżniali się w tej statystyce. Ponadto w Niemczech przebywać ma obecnie ok. 500 znanych służbom specjalnym ekstremistów stwarzających zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Kierując się radykalną islamską ideologią, w każdej chwili mogą dokonać zamachu. W porównaniu do stycznia 2015 r. liczba takich osób uległa niemal podwojeniu. Ponadto kolejnych kilkaset osób, znanych z imienia i nazwiska, uważanych jest za sympatyków Państwa Islamskiego i potencjalnych pomocników terrorystów. Wielokrotnie wyższa jest liczba tego typu osób pozostających poza świadomością i ewidencją zachodnich instytucji. Według Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (Bundesamt für Verfassungsschutz – BfV, odpowiednika polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego) w Niemczech aktywnie działa ok. 30 islamskich grup ekstremistycznych zrzeszających około 35 tys. członków, pragnących uczynić z Niemiec państwo islamskie oparte na szariacie. Około 4 tys. z nich stanowią salaficcy dżihadyści. Są oni dynamicznie rozwijającą się grupą islamską w Niemczech pośród 4,3 mln oficjalnie mieszkających tam muzułmanów. Nieoficjalne statystyki uwzględniające nielegalnych i niezarejestrowanych muzułmanów mówią o ponad 7 milionach.

Ryc. 9. Fethullah Gülen
Źródło:
http://tr.zaman.co.at/news/fethullah-guelen-hocaefendi-buetuen-duenya-elinizden-gitse-gamlanmayin 
(dostęp: 24.05.2016).


Większość muzułmanów u naszych zachodnich sąsiadów stanowią obywatele Turcji oraz Niemcy tureckiego pochodzenia w drugim i trzecim pokoleniu – dzieci i wnukowie przybyłych do Niemiec w latach 60. tureckich robotników. Wśród tej społeczności dużą sympatią od początku cieszy ruch Hizmet (Służba) założony przez znanego kaznodzieję Fethullaha Gülena. Międzynarodową misję szerzenia islamu w ideologii typowej dla Braci Muzułmanów realizował on pod hasłami: Budujmy szkoły, nie meczety oraz Nasz dżihad to edukacja. Działał w sposób stwarzający pozory wspierania dialogu międzyreligijnego i międzykulturowego, usypiając czujność władz. W Niemczech ruch działał po cichu, lecz skutecznie, tworząc specjalne szkoły, prywatne gimnazja i uczelnie wyższe, lokalne centra studiów nad KORANEM oraz tzw. latarnie (Lichthäuser), czyli męskie kolektywy, w których obowiązywały ścisła dyscyplina, całkowite posłuszeństwo, przymusowe czytanie KORANU i wspólne modlitwy pięć razy dziennie. Gülen dbał o kreowanie publicznego wizerunku ekumenicznego ruchu islamskiego zabiegającego o dialog międzynarodowy, ustanawiając w Niemczech 15 stowarzyszeń dialogu . W Polsce założony został Dunaj Instytut Dialogu, oprócz tego w Krakowie istnieje związana z ruchem uczelnia „Vistula”. Zwolennicy Gülena nie przygotowywali się do zbrojnego dżihadu, lecz dżihadu języka. Ich działalność jest subtelna i wyrafinowana, aby uniknąć oskarżenia o szerzenie nienawiści religijnej i przemocy. Ma być to rozciągnięta w czasie misja krzewienia islamu, zgodnie z treścią kazania wygłoszonego kiedyś przez Gülena do uczniów: Musicie poruszać się niezauważeni w arteriach systemu, dopóki nie dosięgniecie wszystkich ośrodków władzy (…). Kontynuujcie, dopóki sytuacja nie dojrzeje. Jeśli zrobicie coś przedwcześnie, świat spadnie nam na głowy i muzułmanie całego świata będą cierpieć (…). Musicie czekać, aż nadejdzie czas, w którym w waszych rękach znajdzie się cała władza państwowa (…). Do tego czasu jakikolwiek krok będzie przedwczesny – będzie to jak rozbicie jajka bez czekania czterdziestu dni, aż wykluje się pisklę. Byłoby to jak zabicie pisklęcia w środku.
Nie należy również zapominać, że Turcja jest po części odpowiedzialna za falę imigrantów przybywających do Europy w 2015 r., ponieważ otwierała obozy dla uchodźców,  wyposażała ich w telefony komórkowe, GPS, nowe ubrania i pieniądze. Wina spoczywa również po stronie kanclerz Niemiec, która zaprosiła imigrantów do swego kraju. Zapewnienia władz tureckich, iż zdolne są do kontroli własnych granic, należy traktować jako odpowiadające rzeczywistości, ale z zastrzeżeniem, że jedynie wtedy, jeżeli będzie to dla Ankary opłacalne. Okazuje się zatem, że UE stała się zakładnikiem Turcji w kwestii imigrantów. Zgadza się przyjąć wygórowane warunki stawiane przez Ankarę, co świadczy o jej politycznej słabości i relatywizmie w kwestii praw człowieka, które w Turcji są notorycznie łamane, czego Bruksela starała się nie wytykać przymusowemu partnerowi, aby go nie urazić. Dopiero po nieudanym puczu z 15 lipca, dzięki któremu prezydent Recep Tayyip Erdoğan, umocnił swoją władzę przejrzała na oczy, dostrzegła jego dyktatorskie zapędy i nowe zagrożenie.
Przed podobnym problemem z imigrantami jak Niemcy stoją obecnie Włochy. W kwietniu 2016 r. w kryzysowej sytuacji znalazła się Sardynia, gdzie na początku tegoż miesiąca przybysze zajęli główny plac stolicy wyspy – Cagliari, domagając się możliwości jej opuszczenia, ponieważ chcieliby przedostać się na północ Europy. Wielu z nich odmówiło przy tym udziału w procedurach identyfikacyjnych z obawy, że nie będą mogli liczyć na prawo legalnego pobytu w Europie. Sporo miast i miasteczek południa Włoch zostało zdominowanych przez imigrantów. Tymczasem ich napływ z wybrzeża libijskiego nie ustaje. Libia jako kraj upadły stała się teraz międzynarodowym centrum przerzutu ludzi, którzy trafiają tu m.in. przez Egipt, wraz Syryjczykami z obozów w Jordanii. Propagandowe działania UE polegające na ochronie jej południowych granic poprzez wysłanie okrętów na Morze Śródziemne w rzeczywistości są misją humanitarną, ponieważ napotkane na pełnym morzu łodzie i statki z imigrantami są co prawda zatrzymywane, ale ich „ładunek”, zamiast z powrotem do Libii, trafia w komfortowych warunkach prosto do obozów przejściowych we Włoszech, na Malcie lub Cyprze. Takie działanie UE to nic innego jak zalegalizowane pośrednictwo w przemycie imigrantów z Libii do Europy i zwiększanie ich liczby. Jeden z bossów gangu przemytniczego działającego w Trypolisie w wywiadzie dla egipskiego portalu informacyjnego stwierdził, że od pewnego czasu zupełnie nie przejmuje się już stanem technicznym łodzi, na których wysyła ludzi na północ. Powiedział, że jeżeli któraś ze zdezelowanych łajb odmówi posłuszeństwa na pełnym morzu albo nawet zacznie tonąć, to i tak Europejczycy ich znajdą i wyłowią, zabierając do siebie. Organizatorzy przerzutu doskonale wykorzystują bezradność, naiwność i polityczną poprawność europejskich instytucji i decydentów. Włosi porzucili przy tym plany relokacji imigrantów ze swego kraju do innych państw UE, ponieważ nie są w stanie zweryfikować ich tożsamości, a podczas wizyty przedstawicieli polskiej Straży Granicznej odmówili bezpośredniego dostępu do kandydatów do relokacji.

Zagrożeń tych nie dostrzegają lub bagatelizują je unijni politycy. Także papież Franciszek, darzący wyraźną estymą muzułmanów, podczas wizyty na greckiej wyspie Lesbos zaprosił trzy rodziny syryjskich uchodźców (12 osób) do Watykanu. Na pytanie dziennikarzy, dlaczego uprzywilejował wyłącznie rodziny muzułmańskie, odpowiedział, że wybrane rodziny miały legalne dokumenty, co umożliwiało ich podróż to Watykanu. Oby rzeczywiście tak było, choć z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, że największy chrześcijański autorytet preferuje wyznawców wrogiej religii, zapominając o tym, że są oni sprawcami prześladowań społeczności chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie. Interesujące jest też porównanie przez papieża Państwa Islamskiego do Chrystusa i jego uczniów . Tymczasem imigranci z krajów muzułmańskich znajdują w Europie dogodne warunki do życia, ale na własnych zasadach, korzystają z różnych przywilejów i starają się egzekwować swoje prawa. Na przykład uchodźcy z Syrii pozwali rząd Danii i Inger Støjberg, minister imigracji tego kraju, za wydłużenie do trzech lat (dotąd obowiązywał jeden rok) procesu sprowadzania rodziny z kraju pochodzenia. Należy przy tym zwrócić uwagę, że procedura łączenia rodzin spada na kraj przyjmujący, on też ponosi jej koszty. Nie można też zapominać, że rodziny muzułmańskie są bardzo liczne, a trzeba im zapewnić zakwaterowanie, opiekę socjalną itp., więc koszty te będą wysokie, co może spowodować społeczne protesty. W Niemczech z kolei, gdzie imigranci dopuszczają się wielu przestępstw, Niemiecka Rada Prasy zaleciła dziennikarzom, by w swoich artykułach nadal unikali podawania narodowości lub wyznania sprawców przestępstw. Po wydarzeniach w Kolonii w ostatnią noc sylwestrową media domagały się zmiany tej zasady. Jak widać, mniejszości muzułmańskie w Europie mogą liczyć na przychylność wielu środowisk, niezależnie od tego, jaki stopień zagrożenia stwarzają. A jest on wysoki. Zamachowcy z Paryża i Brukseli nie mogliby organizować i przygotowywać swych procederów, gdyby nie pomoc i ukrywanie ich przez braci w wierze. Najlepszym przykładem tej antyzachodniej islamskiej solidarności jest fakt, że środowiska muzułmańskie nigdy nie przeprowadziły demonstracji potępiających zamachowców – podkreślam: zamachowców, a nie same akty terrorystyczne. Nie powstała też żadna inicjatywa antyterrorystyczna. Muzułmanie natomiast chętnie uczestniczą w zbiorowych aktach agresji, przemocy i ulicznych zamieszkach. Cieszą się, gdy w zamachach giną „niewierni”. Jeśli elity polityczne UE wciąż liczą na integrację mniejszości muzułmańskich w Europie, to wykazują się całkowitym brakiem zrozumienia problemu i narażają własne kraje na destabilizację i zagrożenie terrorystyczne. Świadczy o tym najlepiej wypowiedź jednego z muzułmańskich działaczy w stolicy Niemiec, który zapytany przez burmistrza niemieckiej dzielnicy Berlina – Neukölln, zdominowanej przez muzułmanów, o obowiązek integracji z niemieckim społeczeństwem, odpowiedział: Jak się Niemcom nie podoba, jak my tu żyjemy, niech wynoszą się na Majorkę.
 
W niedalekiej perspektywie z religijno-ideologiczną ofensywą wśród imigrantów w Europie ruszy Arabia Saudyjska, która, mimo iż nie przyjmuje do siebie uchodźców z krajów muzułmańskich, to już zapowiedziała, że w Niemczech wybuduje dwieście meczetów. Będzie w nich promowana najbardziej radykalna wersja islamu, jaką jest wahhabizm. Z kolei Turcja wysłała ponad 900 imamów, którzy, jak polecił prezydent Erdoğan, mają zapobiec szybkiej integracji muzułmanów z resztą społeczeństwa. Można się spodziewać, iż Arabia Saudyjska zrealizuje swoje postanowienie, tak jak uczyniła to na Bałkanach, gdzie za jej pieniądze odbudowano po wojnie setki meczetów, a kolejne postawiono od fundamentów.

Na tym tle sytuacja w Polsce wydaje się dużo korzystniejsza. Na uznanie zasługuje przede wszystkim wytrwały opór władz przed przyjmowaniem imigrantów z państw podwyższonego ryzyka. Zgodnie z projektem USTAWY ANTYTERRORYSTYCZNEJ ocena incydentu pod kątem jego związków z terroryzmem należeć będzie do szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Takim zdarzeniem może być nawet informacja o utracie bądź kradzieży polskich dokumentów tożsamości. W moich poprzednich artykułach informowałem o posługiwaniu się przez imigrantów oryginalnymi polskimi dokumentami i handlu nimi w Grecji. Projekt rozporządzenia MSWiA zawiera katalog zdarzeń o charakterze terrorystycznym, w tym również takie jak zaistnienie podejrzenia o zawarciu fikcyjnego małżeństwa Polki z osobą pochodzącą z państw podwyższonego ryzyka. Co prawda trudno będzie udowodnić, że małżeństwo zostało zawarte dla korzyści obu stron, a nie „z miłości”, lecz jest to duży krok do przodu, gdyż Polki zawierają często związki małżeńskie z obywatelami państw arabskich zbałamucone czułymi słówkami, podczas gdy ich wybrańcom zależy jedynie na uzyskaniu prawa do pobytu na terenie UE15.

(Opinie zawarte w tym artykule opierają się na osobistych przemyśleniach i wiedzy autora. W żadnym wypadku nie odnoszą się do procedur i zadań realizowanych przez instytucje z którymi był związany zawodowo).


Krzysztof Izak

Całość artykułu dostępna jest w wydaniu drukowanym.



« powrót
Wydrukuj stronę Wersja do druku